Akcydensy się zdarzająNapisał Marek, 17th sty 2012, Kategoria Autor, Edinburgh, Fotografika |
Sobotni spacer po mieście. Pierwszy raz wchodzę na Scott Monument. Widok był nie ziemski z najwyzszego jej punktu. Słońce było jakieś innej, mocne, czerwone, radosne. W ostatniej chwili decyduję się udać na Calton Hill, a tu niespodziewanie zlot fotografików, zwarci i gotowi. Ja na szczęście mam przy sobie aparat. Spędzam kolejne kilka godzin zauroczony tym jaki prezent niespodziewanie mi natura sprawiła. Zrobiłem kilka dobrych zdjęć, być moze najlepszych, które udało mi się wykonać do tej pory, a ktoś inny wspaniale utrwalił to na Video (tyle ze równo rok wcześniej).
Kevin Carter [świetny film biograficzny]Napisał Marek, 13th lis 2011, Kategoria Autor |
Weekend bez obejrzenia przeze mnie dobrego filmu uznaję za nie udany. W tym tygodniu wybór mój okazał się znakomity. Natknąłem się całkiem przypadkiem i postanowiłem obejrzeć film pt: „The Bang Bang club”, przypominający historię znakomitego fotografa Kevina Cartera, który otrzymał nagrodą Pulitzera.
W swoim liście pozegnalnym napisał:
„Dear God, I promise I will never waste my food no matter how bad it can taste and how full I may be. I pray that He will protect this little boy, guide and deliver him away from his misery. I pray that we will be more sensitive towards the world around us and not be blinded by our own selfish nature and interests. I hope this picture will always serve as a reminder to us that how fortunate we are and that we must never ever take things for granted”.
Serdecznie polecam ten film!
Niezwykła podróż [Izrael]Napisał Marek, 15th paź 2011, Kategoria Autor |
Paryskie wspomnieniaNapisał Marek, 2nd paź 2011, Kategoria Autor |
Powiem szczerze, ze zmienność pogody w Szkocji jest chyba jedyna w swoim rodaju. Większość roku pada tu jak cebra, a tu niespodzianka bo w czwartek w Edynburgu odnotowano najwyzszą od prawie 100 lat temperature we wrześniu. Słoneczko cudowanie grzalo, a ja zamiast się nim cieszyć, lezałem w lózku powalony przez grypę.
Ponizej kilka zdjec Paryza, ktore wspominam z pewnym rozrzewnieniem i mimo, ze miasto to robi wrazenie, ignorancja i nieuprzejmość mieszkancow tego miasta bardzo mnie rozczarowala.
Kultura jazdy a zdrowy rozsądek [If Time Is All I Have]Napisał Marek, 3rd wrz 2011, Kategoria Autor, Muzyka |
W związku z wiadomością jaka dotarła do mnie o wypadku motocyklowym syna naszego najbardziej znanego Noblisty, postanowiłem krótko napisać jak wygląda sprawa bezpieczeństwa i kultura jazdy kierowców w Szkocji.
Kiedy pierwszy raz znalazłem się w Szkocji, po tym jak mieszkałem przez kilka lat w Warszawie, urzekła mnie tu ta cisza spowodowana nie używaniem prawie wcale, a z pewnością nie nadużywaniem klaksonu przez tutejszych kierowców. Mam wrażenie, że zrozumieli oni już dawno, że robienie hałasu klaksonem, czy wymachiwanie grożacym palcem na innego uczestnika ruchu niczego się nie wskura, a na pewno wiele się tym nie da przyspieszyć. Ruch na drodze rządzi się swoimi prawami i nie da się go objeść.
Od kiedy jestem w Szkocji widziałem tylko jedną stłuczkę i na pewno winowajca nie próbował uciekać, czy przekonywać drugą strone o jej winnie.
Spokój, brak brawury na drodze, ludzka życzliwość i odrobina wyrozumiałości dla innych kierujących powodują, że jada po szkockich drogach to sama przyjemność.
Polski kierowco, ucz się, bo możesz przez swoją głupotę nie dostać szansy by uczyć się na swoich błędach lub równie dobrze bedziesz musiał żyć z poczuciem winy za odebranie komuś najwyższej wartości jaką jest ŻYCIE!
Poniżej James Blunt w utworze „If Time Is All I Have” z płyty z 2010r. Some Kind of Trouble.
„I Dreamed a Dream”Napisał Marek, 26th sie 2011, Kategoria Autor, Muzyka |
Była nikomu nie znaną osobą zamieszkująca niewielką wieś w Szkocji, aż do pamiętnego listopadowego wieczoru 2009r. kiedy to postanowiła dać sobie szanse na spełnienie marzeń poprzez występ w eliminacjach brytyjskiego wydanie Britain’s Got Talent. Jej nie tuzinkowy wygląd i nieco dziwne zachowanie sprawiły, że nie zdobyła ona uznania zarówno widowni jak i jury. Dopiero kiedy rozpoczęła śpiewać utwór z musicalu Les Miserables „I dreamed a dream” wszyscy zamarli z zdumienia z powody siły i bary jej głosu. Dziś zapraszana jest przez wielkich w świecie muzyki do wspólnego wykonania znanych utworów.
Gdy myślę dziś o Susan jak wpaniale dziś wygląda robiąc to czego tak bardzo pragnęła, jej osoba i przykład skłania mnie do następujących refleksji: że na realizacje marzeń nigdy nie jest za późno, że nie należy się wstydzić swoich marzeń, rezygnować z nich, bo inni by tak chcieli, że należy zawsze dążyć do wyznaczonego sobie celu by kiedyś nie żałować.
Biegnący czasNapisał Marek, 17th cze 2011, Kategoria Autor, Muzyka |
Zastanawiam się czasami, czy czas biegnie tak szybko tylko mnie, dlatego zapytałem kilku moich znajomych, czy mają takie same spostrzeżenia. Wszyscy zgodnie potwierdzili, że po trzydziestce czas przyspiesza i właściwie nie da się go zatrzymać. Można tylko starać się za nim gonić, by coś ważnego nam nie umknęło. Ja osobiście zaczynam mieć kłopoty z nadążaniem robienia tego co ważne. Staram się jednak nie panikować i pamiętać, że grunt to nie narobić sobie zaległości.
Mam wrażenie jakby to było wczoraj, kiedy obchodziłem moje 30 urodziny, a tu lada dzień stuknie mi tzw. wiek chrystusowy.
Eva Cassidy to jedno z moich najwspanialszych ”spotkań muzycznych”. Właściwie nie wiem, gdzie usłyszałem ją po raz pierwszy, ale wiem na pewno, że na zawsze pozostanę fanem jakże przejmującej jej wersji wykonania utworów takich jak: „Somewhere over the rainbow” czy ”What a Wonderful Word”.
Postanowiłem przypomnieć o Evie przy okazji moich 33-ch urodzin. Artystka ta zmarła w 1996r. na raka, właśnie w wieku 33 lat, właściwie na początku jej kariery muzycznej.
W ostatnich dniach ucieszyły mnie dwie wiadomości: jedna to zapowiedź nowej płyty i powrotu po latch na scenę Edyty Bartosiewicz, której muzyki zawsze byłem fanem, oraz nowa płyta zespołu Myslovitz o dobitnym tytule ” Nie ważne jak wysoko jesteśmy”. Drugą z wymienionych płyt już słuchałem i bardzo mi się podoba, a na pierwszą czekam z radością.
To właśnie muzyka Edyty zawierała te treśći/wartości, które najlepiej docierały do mnie kiedy byłem nastolatkiem.
Dziś również sięgnąłem po wiersz ks. Twardowskiego pt ”Śpieszmy się” o którym to wierszu ktoś niespodziwanie mi dziś przypomniał i na nowo, jeszcze bardziej mi wiersz ten się spodobał:
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie ze nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak uroczystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stad odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się nie umierać
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i co co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza
Nasz Ojciec – sentymentalna podróż do RzymuNapisał Marek, 1st maj 2011, Kategoria Autor |
Dziś miałem dzień pełen wzruszeń i wspomnień. Z wiekiem podobno człowiek staje się bardziej sentymentalny. Powróciłem dziś myślami z powodu beatyfikacji Jana Pawła II do słonecznego lipcowego poranka 2008r., kiedy znalazłem się po raz pierwszy w życiu w Rzymie. O podróży tej marzyłem od szkoły podstawowej. Nie przypuszczałem, że będzie mi dane odwiedzić te cudowne miejsca jaki są Rzym i Watykan– siedzibę papieży, miejsce tak szczególne dla chrześcijan, choć nie tylko.
Ubolewam jednak, że nie było mi dane dotrzeć do stolicy piotrowej jeszcze za życia Jan Pawła II, któremu w moim głębokim przekonaniu tak wiele zawdzięczam.
Wspominam ten dzień kiedy z mocno bijącym sercem udałem się do katakumb Watykańskich, gdzie znajduje się grób naszego rodaka – Ojca, którego od dziś śmiało możemy nazywać świętym.
Jeszcze jako student zawsze robiłem sobie przerwę od nauki włączając w niedzielę telewizor, punkt dwunasta w południe, by razem z tak bliskim mi Ojcem odmówić Anioł Pański, wierząc, że to jest coś ważnego, co da mi siłę, również tą potrzebną do dalszej nauki.
Uważam się za wielkiego szczęściarza, że dane mi jest żyć w czasach tak bogatych w autorytety. Tak… Watykan nie jest ten sam, jakby inny niż ten, kiedy mieliśmy tam naszego rodaka, ale nadal miasto to i panująca w nim atmosfera pozostawia w pamięci jedyne w swoim rodzaju wspomnienia, które powodują, że chce się tam wracać. Ja na pewno tam jeszcze wrócę!
Wspominam dziś również dzień 1 Maja z lat mojego dzieciństwa. Pamiętam te pochody 1-Majowe i wyczekiwanie by skosztować lodów waniliowe w wafelku po pochodzie. To były najlepsze lody jakie jadłem w życiu, za którymi stało się w kilometrowej kolejce. Ale było warto!
Czas płynie nieubłaganie, ludzie odchodzą, tyle jeszcze miejsc do odwiedzenia, tyle jest jeszcze nie zrealizowanych marzeń, ale wspaniałe w tym naszym życiu jest to, że wspomnienia zostają z nami na zawsze i nikt nie może nam ich odebrać podobnie jak marzeń.
Poniżej kilka zdjęć z mojego pobytu w Rzymie.
Rozstanie…Napisał Marek, 2nd sty 2011, Kategoria Autor |
Byliśmy ze sobą ponad 18 lat. Wspominam dziś ten zimowy dzień, gdy ją pierwszy raz poznałem. To było u mojej babci. Tak…poznaliśmy się właśnie wtedy. Miałem wtedy 14 lat. Właśnie wtedy, mimo młodego wieku jej skosztowałem, oczywiście po kryjomu przed rodzicami. Pamiętam jej rozkoszny smak, taki delikatny, a zarazem mocny, taki jak by znajomy, ale i obcy. Nasza znajomość i częstotliwość spotkań wzrosła, gdy wyprowadziłem się z domu w wieku 19 lat. Wtedy to bez oporów, miałem ją zawsze, gdy miałem na to ochotę. Pamiętałem o niej przy każdej okazji.
W tym okresie występowała w różnych przebraniu, raz w bieli, innym razem czarna jak demon, a innym jeszcze raz we włoskim stylu. Najbardziej lubiłem ją w wydaniu mała czarna. Byliśmy nierozłączni.
Po latach przywiązania zaczęła mi szkodzić. Źle to wpływało na moją gastrykę, ale mimo to trudno mi było z niej zrezygnować. Nie wiem właściwie, czy to lata przywiązania, wiara w to, że jest mi potrzebna, ożywia mnie i daje energię na każdy dzień, czy to zwykła chęć delektowania się nią.
Chciałem z nią zerwać już kilka razy, ale wciąż do niej wracałem z nadzieją, że nie będzie na mnie źle działać.
Tym razem decyzja była nagła i zdecydowana. Nie zawahałem się jej powiedzieć: „Koniec z nami!” Skoro mi szkodzisz, musimy się rozstać. Została ze mną. Hmm, chyba to do niej nie dotarło, nadal stoi w tym samym miejscu. Ależ, co po niej się mam spodziewać. Przecież to tylko kawa.


















